25 stycznia 2015

Portobello (Kraków)


Portobello – restauracja i sklepik, którego kolorowa witryna pełna włoskich delikatesów zaciekawiała mnie zawsze, gdy przejeżdżałam ulicą Królowej Jadwigi. Dopiero niedawno zdecydowałam się w końcu zatrzymać i zobaczyć, co ma do zaoferowania ta jedna z niewielu nieźle zapowiadających się restauracji na Woli Justowskiej.

Pierwsza wizyta była spontaniczna (nie zabrałam więc aparatu, dowód tylko na Instagramie); bruschetta skropiona świetną oliwą, szynką parmeńską i parmigiano reggiano, bardzo poprawny makaron, a na koniec fenomenalny deser (krem pistacjowy) skutecznie zwabiły mnie na – tym razem – zaplanowaną wizytę. Warto dodać, że podczas obu posiłków duże wrażenie zrobiła na mnie obsługa – młoda, kobieca kadra, niezwykle uprzejma, szczerze uśmiechnięta i uważna. W podsumowaniu jednak odjęłam punkt serwisowi, bo przy niemal pustym lokalu zdecydowanie za długo czekaliśmy na dania.

Trochę oklepany klimat czuć już od progu; na wstępie wita gości żółty fiat na tle fototapety z włoską uliczką, na ścianach wiszą wstęgi makaronów i półki pełne butelek z winem, każdy stolik zdobią obrusy w biało-czerwoną kratę, a w głośnikach słychać włoską nutę. Widok na ulicę niezbyt ciekawy, za to druga sala – przynajmniej na zdjęciu – wygląda bardzo zachęcająco szczególnie jeśli sobie wyobrazimy nas tam w ciepłe letnie popołudnie.

Menu na pierwszy rzut oka jest dość obszerne – jest mnóstwo pieczywa do wyboru (piadina i bruschetta) oraz specjałów ze sklepiku w formie antipasti, są też oczywiście pizze i makarony, poza tym kilka dań mięsnych, trochę mniej rybnych i całkiem długa lista słodkości. Menu jest jednak koszmarnie nieczytelne. Wśród zanadto rozbudowanych, ckliwych opisów poszczególnych potraw wraz z rzekomym źródłem inspiracji (urocza Włoszka Carla, trattoria u Patrizio, u Enzo, u Claudio itp…), znajdziemy też informacje na temat kultury włoskiej i chaotycznie rozmieszczone (ale naprawdę piękne) zdjęcia niektórych dań. Byłaby to ładna książka lub dodatek do karty dla znudzonych gości, ale na razie jest to menu i przebrnięcie przez nie zajmuje zdecydowanie za dużo czasu.

Przejdźmy jednak do konkretów. Marynowany w pomarańczach łosoś z krewetkami (30 zł) niestety nie wyglądał tak apetycznie jak na przedstawionym w menu zdjęciu; łosoś z kolei był nieco za suchy, za to krewetki jędrne i smaczne, jednak ani jedno ani drugie nie niosło ze sobą aromatu pomarańczy – kwaskowatą i pomarańczową nutę można było odczuć dopiero w bardzo dobrym, ale rzadkim sosie.

Tagliatelle al tonno (19 zł) to akurat dość banalny wybór – tuńczyk, czarne oliwki i pomidorki, ale ten sowicie oprószony świeżą pietruszką, ręcznie robiony, delikatny makaron w połączeniu ze świetną oliwą sprawiał, że choć było to danie proste, chciałoby się, aby nie kończyło się zbyt szybko. Moim absolutnym faworytem w Portobello okazał się jednak makaron z mulami podany na sposób sycylijski z oliwą, czosnkiem i pomidorkami (30 zł). Znowu rewelacyjny makaron w niezwykle lekkiej kompozycji, w której na pierwszy plan wysuwały się cudownie pachnące oceanem i świetnie przyrządzone omułki. Będę na niego wracać!

Deser – crema di pistacchio, czyli aksamitny krem pistacjowy z biszkoptami nasączonymi winem Marsala (14 zł) – smakował mi znacznie bardziej za pierwszym razem, ale to może dlatego, że ten już odstał swoje w lodówce. Espresso (5,50 zł) za to było bez zarzutu.

Oprócz wspominków właścicielki ze słonecznej Italii, dużo w tym menu także samochwalenia na temat tego, jakie te dania są pyszne czy też jak bardzo są uwielbiane przez „kochanych klientów”. Dość zabawne, rzadko spotykane i niepotrzebne to zagranie, bo nie trzeba wmawiać gościom, że jest pysznie zanim zdążą cokolwiek zamówić. Poza tym w Portobello jedzenie broni się przecież samo.

Plus: przemiła obsługa, bardzo smaczne makarony, sklepik z włoskimi delikatesami.
Minus: bardzo niepraktyczne menu, niektóre ceny wydają się zawyżone.
Adres: ul. Królowej Jadwigi 248 | mapa | FB | www
Polecam: miłośnikom makaronów, na rodzinny obiad, na zakupy.
Średnia ocena: 4 na 5.     Jedzenie – 4.5/5     Obsługa – 4/5    Wnętrze – 4/5      Ceny – 3.5/5





 Bądź na bieżąco:

12 stycznia 2015

Balkan Express Grill (Kraków)


Od niedawna w podwórku przy ulicy Floriańskiej działa niewielka knajpka z bałkańskim street foodem. Jest to dobra wiadomość szczególnie dla tych, którzy lubią zjeść coś szybkiego w okolicy Rynku, ale którym przejadły się już krakowskie burgery i kebaby. Jest to również nadzieja na namiastkę prawdziwych kulinarnych Bałkanów w Krakowie.

Kolorowe malunki na ścianie budynku obiecują „absolutny raj dla smakoszy”, na dodatek w trzech językach. Po wejściu na piętro wchodzimy do niewielkiej salki, bardzo prosto, ale schludnie urządzonej, w której przyciąga uwagę czarna ściana z wypisanym na biało menu i uśmiech dziewczyny za barem, która ochoczo wychodzi do nas, by nas przywitać i opowiedzieć o kuchni, którą serwują. Tak samo cierpliwie i z takim samym, szczerym uśmiechem doradzała wszystkim kolejnym gościom.

Wybraliśmy klasyczne ćevapi (14 zł), wołowo-wieprzowe kiełbaski z siekanego mięsa oraz pljeskavicę faszerowaną żółtym serem (kackavalja) i domowym wędzonym boczkiem (punjena pljeskavica, 17 zł). W króciutkim menu są również inne wersje powyższych dań, a także takie propozycje jak pileći batak (udko z kurczaka), vešalica (marynowana karkówka z grilla) czy sałatka szopska, którą niestety przegapiłam i w ramach dodatku zamówiłam frytki (6 zł).

Dania zostały przygotowane w kuchni, a następnie podane osobie za barem, która zawołała nas w celu wybrania dodatków (pomidor, ogórek, biała kapusta, cebula czerwona i biała) oraz sosów. Do ćevapi wybrałam kajmak (bryndzę z fetą) i ajwar (pastę z papryki i bakłażana), do pljeskavicy – kajmak i ljutenicę (pastę z papryki i pomidorów). Ponadto do wyboru jest także pasta z białego sera i papryki – urnebes.

Najsłabsze były frytki – porcja pokaźna, ale nie smakowały jak domowe, co może rozczarować tych, którzy przyzwyczaili się do porządnych frytek serwowanych do dobrych burgerów w mieście. Zarówno w pljeskavicy, jak i ćevapi ucieszyło świetnie przygotowane, soczyste, dobrze doprawione mięso. Bardziej przypadła mi do gustu ta pierwsza dzięki serowi, który świetnie się z nim komponował. Dużym plusem jest wypiekane na miejscu pieczywo – cieplutkie, świeże i chrupiące, stanowiące porządną bazę do dania. Sosy rozczarowały jednak tym, że było ich zdecydowanie za mało, a to, co miało być pikantne, wcale nie było. Warto poprosić o ich większą porcję, aby lepiej podkręciły smak całości.

Z Balkan Express Grill wyszliśmy ogólnie zadowoleni i bardzo najedzeni: jedzenie było świeże i smaczne, a posiłkowi towarzyszyła sympatyczna obsługa i pozytywna bałkańska nuta w głośnikach. Zajrzyjcie tam, jeśli chcecie spróbować czegoś nowego.

Plus: bardzo sympatyczna i pomocna obsługa, bałkańska muzyka, schludne wnętrze, smaczna alternatywa dla burgerów.
Minus: mało wyraziste sosy, słabe frytki.
Adres: ul. Floriańska 39 | mapa | FB | www
Polecam: miłośnikom bałkańskich smaków i szybkiego, ulicznego jedzenia.
Średnia ocena: 4,25 na 5.     Jedzenie – 4/5     Obsługa – 4.5/5    Wnętrze – 4/5      Ceny – 4.5/5









 Bądź na bieżąco:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...